Nie mogę odżałować, że w ostatniej kolejce posadziłem Rafała Augustyniaka na ławkę (14 pkt.), a grał Jean Carlos z Rakowa (0 pkt.) – mówi Jarosław Jeschke z Milanówka
FANTASY EKSTRAKLASA: Tydzień temu był Pan trzeci, a dwa tygodnie temu dziewiąty. Spodziewał się Pan tak szybkiego awansu na pierwsze miejsce?
JAROSŁAW JESCHKE: – W sumie nie miałem jakichś dużych oczekiwań na szybki awans na fotel lidera. Co więcej, to kolega dopiero uświadomił mi, że jestem pierwszy (śmiech). Ogólnie dość dobrze punktowałem w ostatnich kilku kolejkach i cel jest taki, aby dalej utrzymać „przyzwoitą” średnią punktową. Różnice w czołówce są minimalne i każdy punkt sporo waży.
W ostatniej kolejce kapitanem Pańskiej drużyny był Angel Rodado (razem 16 pkt.), a w poprzedniej opaskę dostał Patryk Makuch (razem 36 pkt.). Który z tych wyborów dał Panu większą satysfakcję?
– Zacznijmy od tego, że w ostatniej kolejce pierwszym wyborem był Patrik Walemark z Lecha Poznań (17 pkt.). Zdanie zmieniłem w ostatniej chwili, głównie dlatego, że lechita grał prawie cały mecz pucharowy z Crystal Palace i uznałem, że jest duże ryzyko, że trener Niels Frederiksen posadzi go na ławce, aby odpoczął. Podobna sytuacja była dwie kolejki wcześniej. Po prostu chciałem koniecznie mieć kapitana z zespołu, który gra u siebie i ma dużą szansę na gole. Wisła Kraków niewątpliwie jest w trendzie wznoszącym, strzela dużo bramek, no i Rodado widać, że wraca do starej, dobrej formy. Wyszło nienajgorzej, choć mogło być lepiej.
Cofnijmy się jeszcze o jedną kolejkę. W szóstej serii zdobył Pan aż 113 punktów i awansował do TOP 10. Kluczowe były wtedy opaska dla Patrika Walemarka (razem 24 pkt.) i obecność Rafała Janickiego w składzie (17 pkt.).
– Walemark to u mnie stały bywalec. Niesamowita forma zawodnika, który strzela, asystuje i, co więcej, sam w pojedynkę może wygrać mecz. W sumie nie widzę na tę chwilę drugiego piłkarza w lidze, który miałby tyle walorów. Z kolei Janicki trafił do składu tylko dlatego, że Górnik rozgrywał dwa mecze („kolejka łączona”) i wcale nie było proste, aby wytypować pewniaków do składu na dwa spotkania. Oprócz Kacpra Urbańskiego pierwszym wyborem był Erik Janža, ale on z kolei miewa problemy fizyczne i było ryzyko, że odpocznie. Stąd Janicki, który ładnie zapunktował.
Teraz, jako lider, trzeba będzie odpierać ataki rywali. W 10. kolejce czeka nas „kolejka łączona”. Bartosza Nowaka już Pan ma w swoim składzie. Kto jeszcze z GKS Katowice znajdzie się w Pana drużynie?
- I tu jest pewien problem, bo GKS co prawda strzela dużo bramek, ale dużo też traci. Do tego nie do końca jest wyjaśniona kwestia miejsca Arkadiusza Jędrycha na ławce. Nie wykluczam, że postawię na któregoś z napastników.
A może znajdzie się w niej ktoś z Wieczystej Kraków?
– To już czysta fantazja (śmiech), ale wszystko może się zdarzyć. Kurtuazyjnie powiem, że nie wykluczam, ale nie potwierdzam.
W dziewiątej kolejce Rafał Augustyniak zdobył 14 punktów, ale u Pana był tylko rezerwowym. W najbliższym meczu Legia Warszawa zmierzy się z Wisłą Kraków. Czy tym razem Augustyniak dostanie szansę w podstawowym składzie?
– Nie mogę odżałować, że posadziłem Augustyniaka na ławkę, a grał Jean Carlos z Rakowa. No cóż, chyba nikt nie spodziewał się, że Jagiellonia Białystok tak bardzo zawiedzie swoich fanów w meczu domowym z Legią. Trudno to trochę wytłumaczyć, bo Legia gra piłkę toporną, bazującą na organizacji. Niestety, finezja Jagi gdzieś się ulotniła, wielu piłkarzy było jakby zgaszonych. Być może po wymagającym meczu pucharowym w Pireusie zabrakło świeżości. Słabo to wyglądało. Z kolei myślałem, że Raków przełamie się na dobre. Niestety, srogo się pomyliłem.
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w obronie pozycji lidera!
– Nie dziękuję i walczę dalej. Są emocje, jest zabawa. Pozdrawiam wszystkich fanatyków PKO BP Ekstraklasy.
